KRD IG

Zdrowy drób

AdobeStock_133490503

Jednym z celów wprowadzenia polityki „od pola do stołu”, która przyświeca hodowli zwierząt w Unii Europejskiej, jest zapewnienie konsumentom produktów całkowicie wolnych od wszelkich możliwych zagrożeń dla ich zdrowia. Tak jest także w przypadku drobiu. Hodowcy stosują się do ścisłych regulacji, które obejmują weterynaryjną kontrolę pod kątem możliwych zagrożeń zdrowotnych na każdym etapie chowu i produkcji drobiu. Wokół mięsa drobiowego narosło wiele mitów odnośnie obecności w nim szkodliwych substancji, które są propagowane przez media, a tak naprawdę prawo nie dopuściłoby nigdy do pojawienia się na stole mięsa je zawierającego. Obawy budzą także różne choroby – salmonella, ptasia grypa, kampylobakterioza – wobec których stosuje się skuteczne metody zwalczania, także unormowane systemem konkretnych rozwiązań prawnych.

 

Mięso drobiowe nie zawiera antybiotyków

Masowe podawanie antybiotyków w hodowli drobiu to proceder, który tak naprawdę nie występuje. W Polsce obowiązuje zakaz podawania antybiotyków z wyjątkiem sytuacji, gdy w stadzie wystąpi choroba. Dopiero w takim wypadku i decyzją wykwalifikowanego weterynarza podaje się zagrożonej zarażeniem części stada jakiekolwiek leki. Dopuszczenie drobiu po leczeniu do konsumpcji jest też ściśle monitorowane i należy wypełnić tak zwany okres karencji. Definiuje się go jako czas, jaki musi upłynąć od ostatniego podania leku do momentu uboju zwierzęcia tak, by tkanki zwierzęcia nie zawierały pozostałości leku w ilości przekraczającej dopuszczone prawem limity. W świetle przepisów prawa żywnościowego nie ma różnic jakościowych pomiędzy produktami z mięsa drobiowego od drobiu w ogóle nieleczonego antybiotykami oraz tymi, które zawierają śladowe ilość antybiotyków i nie przekraczające tzw. maksymalnych dopuszczalnych limitów pozostałości – MRL. Są to ilości tak niewielkie, że przy średnim spożyciu 28 kg mięsa drobiowego rocznie potrzeba by było około 67 lat na przyjęcie jednodniowej dawki leku. W przypadku stwierdzenia zbyt wysokiego poziomu antybiotyku w tkankach, cała partia jest natychmiast wycofywana z dystrybucji. Przypadki takie są jednak bardzo rzadkie. Z kolei antybiotykowe stymulatory wzrostu w 2006 roku trafiły na listę substancji zabronionych do stosowania – używanie ich w chowie drobiu w Polsce jest zakazane i surowo karane.

więcej

AdobeStock_245482152
AdobeStock_201546577

Mięso drobiowe nie zawiera hormonów

Podawanie hormonów wzrostu drobiowi jest prawnie zakazane na terenie Unii Europejskiej od 1996 roku i surowo karane. Dodatkowo naukowo wykazano, że procedura taka jest nieskuteczna – metabolizm ptaków i proces ich dorastania jest zbyt skomplikowany, by stymulować go z sukcesem takimi metodami. Jest też niemożliwa z punktu widzenia logistyki. Na fermach hodowlanych często chowa się tysiące kurcząt. Żeby hormony, jako substancja białkowa, zostały przyjęte przez organizm, potrzeba zastrzyków. Powtarzanie tego na każdym egzemplarzu w hodowli przyniosło by więcej strat niż zysków. Prawdą jest natomiast, że obecnie w branży hoduje się tzw. rasy szybkorosnące, na przykład popularne brojlery. Ich właściwości nie biorą się jednak z podawania zewnętrznych środków, ale osiągnięto je w wyniku selekcji ras i krzyżowania. Duże znaczenie mają też mieszanki paszowe, które obecnie przygotowuje się pod różne potrzeby wzrostu zwierzęcia. Ważna jest też długość trwania chowu. Dzięki temu na rynku dostępne są tusze i elementy różnych rozmiarów, dostosowane do różnych potrzeb konsumentów.

Mięso drobiowe nie jest produktem GMO

Używanie roślin genetycznie modyfikowanych (GMO), między innymi śrutu sojowego, w produkcji pasz ma oczywiście miejsce na rynku. Produkcja drobiu wzrasta z roku na rok, tymczasem do hodowli potrzebna jest pasza spełniająca odpowiednie wymogi, w tym w kwestii wartości odżywczych. Rośliny GMO są modyfikowane po to, by uzyskać odporność na szkodniki i herbicydy, która pozwala na skuteczną walkę z chwastami, a także prowadzić efektywniejszą uprawę – przez co łatwiejsza jest produkcja dużych ilości paszy. Stosowanie GMO na różnych etapach produkcji żywności nie jest też nowym rozwiązaniem. GMO jest stosowane choćby przez sadowników w uprawach kwiatów, co nigdy nie było oceniane negatywnie ani nie kojarzyło się z jakąkolwiek szkodliwością. Warto dodać, że do dziś nie przedstawiono żadnego naukowego dowodu na szkodliwość GMO, nie odnotowano także historycznych przypadków zachorowania z powodu spożywania produktów zawierających GMO.

Obecność w paszy roślin modyfikowanych genetycznie nie oznacza jednak, że produkt finałowy jest żywnością GMO. Nie ma dowodów naukowych na możliwość przeniesienia materiału zmodyfikowanego genetycznie z paszy do mięsa zwierząt. DNA niszczone jest w procesie trawienia – gdyby było absorbowane przez organizm, także do naszych organizmów trafiałby materiał genetyczny absolutnie wszystkiego, co spożywamy, od mięsa do warzyw. Drób karmiony paszami z dodatkiem GMO niczym nie różni się od produktów pochodzących od zwierząt żywionych paszami konwencjonalnymi. Potwierdziły to badania przeprowadzone w 2012 roku przez Instytut Zootechniki – PIB wraz z Państwowym Instytutem Weterynaryjnym – Państwowym Instytutem Badawczym w Puławach. Potwierdzono w nich, że transgeniczne DNA ulegają rozpadowi w żołądku zwierzęcia, przez co nawet śladowa ilości zmodyfikowanego DNA nie występuje w narządach i tkankach zwierząt hodowlanych, w mięsie, jajach i mleku. Nie ma więc najmniejszych szans, by DNA pochodzące z pasz modyfikowanych genetycznie dostało się do organizmu konsumenta.

Należy też przypomnieć, że zgodnie z oficjalnym stanowiskiem rządu z 2008 roku Polska dąży do uzyskania statusu kraju wolnego od GMO, a więc zakazu uprawy, obrotu i uwalniania do środowiska w celach doświadczalnych GMO. Popiera się jedynie prowadzenie prac laboratoryjnych. W ustawie o paszach z 22 lipca 2006 roku znalazł się zakaz wytwarzania, wprowadzania do obrotu i stosowania w żywieniu zwierząt pasz genetycznie zmodyfikowanych oraz organizmów genetycznie zmodyfikowanych przeznaczonych do użytku paszowego. Do stycznia 2017 roku obowiązuje moratorium na ten zakaz. Wprowadzenie go będzie się jednak wiązało z całkowitą zmianą pasz dla drobiu. Obecnie działają liczne projekty mające na celu efektywne zastąpienie pasz GMO jako głównego źródła wysokich ilości białka popularnymi roślinami hodowanymi w Polsce, między innymi roślinami strączkowymi. Na dziś nie istnieje jednak wystarczające źródło pasz mogących zastąpić GMO przy obecnym poziomie hodowli drobiu, więc ewentualne wycofanie ich byłoby jednoznacznie negatywny dla całej branży drobiarskiej.

AdobeStock_254614443

Wyszukiwarka: